poniedziałek, 4 lutego 2013

prywatny blog zwierzeniowy koniecznie potrzebny?

   Piszę tu, bo wróbel usiadł na moim parapecie, co zupełnie odwróciło moją (zawsze oczywiście skupioną i zorganizowaną!) uwagę już na całe popołudnie od nauki; po co wkuwać wzory kwasów, skoro można dosypywać co pięć minut słonecznika dla ptaszków i patrzeć, jak nieśmiało sobie dziobią.
W sumie, to nie mam pojęcia, po co to komu wiedzieć, że na moim parapecie usiadł ptak. Po prostu, było to tak niezwykle ładne, że gdzieś musiałam to zapisać. Informacja dla potomnych, wiecie.
Z rzeczy kolejnych i niezwykłych - piekłam w ten weekend muffiny (kolejna, bardzo dobra odskocznia od kwasowości i innych zabawnych tworów chemicznych) i po raz pierwszy wyszły mi naprawdę smaczne. Można to uznać za mój kulinarny przełom, bowiem zwykle moje przygody z babeczkami kończyły się tak, że musiałam wyciągać je siłą z foremek (nie, nie wyskakują same jak w programach kulinarnych) i cóż, były ohydne.

Dodaję to do postanowień noworocznych: nauczyć się gotować jeszcze inne babeczki i pyszne rzeczy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz