Siedział po turecku nad świeżo zakopaną trumną i płakał. Tego dnia burza rozpętała się w najlepsze, choć kilka dni temu miejscowi zbywali nadchodzące bure chmury słowami 'Przejdzie bokiem'. Nie przeszło bokiem, ale cóż się dziwić? Jest sierpień, a po upalnych dniach często przychodzi wytchnienie, przychodzi deszcz. Ulewa przyniosła wytchnienie także i chłopcu, teraz nikt nie widział, że płakał. Łzy zlewały się z kroplami opadającymi z chmur na jego twarz. Ciche łkanie było jedyną oznaką słabości, na którą mógł sobie pozwolić. Nagle gwałtownie odwrócił się i z wściekłością kopnął jeden z wielu kamieni, leżących w alejkach starego cmentarza. Z gardła Jaśka wydarł się donośny krzyk, pełen bólu i rozpaczy. Rozejrzał się wokół, lecz w zasięu jego wzroku nie pojawiła się ani jedna żywa dusza. Żywa? Owszem, żywa nie, ale mógł obudzić wiele innych dusz, potencjalnie martwych. Wraz z zakończeniem pogrzebu wszycy odeszli, nawet jego żona, Maja.
- Moja córeczka - wyszeptał cicho i ponownie usiadł na ziemii. Podwinął nogi, ukrył głowę między kolanami i znów cicho zaszlochał. Brakowało mu pieniędzy, miał na utrzymaniu już dwójkę dzieci, lecz nigdy nie pomyślał, że Laura (bo tak miała się nazywać) mogłaby być dla rodziny ciężarem. Nie planował ani jednego dziecka, przecież był jeszcze taki młody. Nie przypuszczał też, że jego pociechy przyniosą mu tyle szczęścia. Damian jako ojciec spisywał się świetnie, kochał swoich synów jak tylko najmocniej potrafił. Nigdy nie pozwolił na to, by były głodne, nawet jeśli oznaczało to swojej własnej porcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz