poniedziałek, 23 lipca 2012

Niezrealizowane 1.


Młoda dziewczyna zerwała się z łóżka i energicznie rozsunęła zasłony.  Pięknego, błękitnego nieba nie przysłaniała ani jedna chmurka. Nadchodził pierwszy jasny dzień po kilku tygodniach oczekiwania. W końcu wszystko miało się układać po jej myśli. Nawet pogoda zwiastowała zmiany, śnieg powoli topił się, krokusy pomału wychylały swoje czubki znad białej zasłony. Panna otwarła okno i  głęboko wdychała świeże powietrze, napawała się zapachem wiosny. Natura w mgnieniu oka ożyła, jeszcze kilka dni temu nie było słychać ani jednego śpiewającego ptaka, a dzisiaj… Nie była wstanie przyporządkować poszczególnego pisku ptakowi, panowała niezwykła wrzawa. Ach, jak wspaniale było jej oglądać wielkie powitanie wiosny. Jednakże na dworze nadal było zimno, a ona nie była ubrana zbyt ciepło. Po chwili poczuła, że jej ręce stały się zimne, a na nogach pojawiła się gęsia skórka. Podeszła do łóżka i zanurzyła się w jeszcze ciepłej pościeli, wyglądając przez okno. Była szczęśliwa. Tak, w końcu mogła to powiedzieć. Bez żadnego ‘ale’, bez żadnych przeciwwskazań. Delikatnie przymknęła oczy, nadal potrzebowała snu, choć dzisiejszej nocy nie budziła się w nocy, nie miała koszmarów. Kiedy już była jedną nogą w krainie Morfeusza gwałtownie wyrwał ją ze snu hałaśliwy dzwonek . Gospodyni dzwoniła dzwoneczkiem w kuchni na znak, że śniadanie już podane, czas wstawać. Dziewczyna leniwie odsunęła kołdrę na bok i zeszła na dół.
- Dzień dobry! – przywitała się z Cecylią i energicznie usiadła na swoim miejscu przy stole w jadalni. Była sama, wszyscy inni domownicy zajmowali się swoimi sprawami, albo pracowali, albo uczyli się. Ona jako jedyna tego dnia miała wolne i mogła spać ile tylko jej się podobało.
- Cóż panienka taka szczęśliwa, co? – Kobieta uśmiechnęła się miło, w takich chwilach jeszcze bardziej przypominała pączka. Była okrągła, kusiła uśmiechem i słodyczą.
- Bo wiosna, pani ciociu! I w naturze wiosna, i w sercach wiosna! – wykrzyknęła panna dziarsko i nałożyła na swój talerz parującą jeszcze jajecznicę, kilka plastrów szynki i trzy kromki świeżego chleba. Wraz z dobrym humorem wrócił do niej także apetyt. Była niesamowicie głodna, mimo że poprzedniego dnia na kolację zjadła niemało.
- A cóż to za wiosna w sercach, co? – Cecylia popatrzyła na nią podejrzliwi znad zlewu. Adela jeszcze nie skończyła jeść, a ta już po niej sprzątała. Czasem bywało to mocno irytujące, ta kobieta nie potrafiła stać bezczynnie.
- Na razie chyba nie mogę tego zdradzić. Lepiej nie mówić, żeby nie zapeszyć, wie pani ciocia, jak to jest - zachichotała cicho i zabrała się do jedzenia, a gosposia tylko uśmiechnęła się delikatnie i wróciła do swojej pracy.
***
   Adela siedziała na ławeczce w parku, postukując nerwowo czubkiem parasola o twardą ziemię. Co chwilę spoglądała na zegarek. Bardzo nie lubiła czekać na innych, irytowało ją spóźnialstwo. Było aż pięć minut po czasie, gdzież on się podziewał?
A jednak. W oddali usłyszała stukanie. Stuk, stuk, ktoś biegł w jej stronę, był już coraz bliżej. Serce podskoczyło jej do gardła, to on. Widziała brązową rozmazaną plamkę, która z każdą chwilą powiększała się i nabierała pomalutku kształtów. Zamknęła oczy. Raz, dwa, trzy… Czterdzieści pięć…
- Adela! – poczuła jego wargi na policzku. Czterdzieści siedem. Poczuła, że się uśmiecha i otwarła oczy.
- No w końcu  - popatrzyła na niego. Mogła to robić całe życie, badać każdy element, wyłapywać najmniejsze szczegóły, skanować wszystko w pamięci i zapisywać – na samotne wieczory. Uwielbiała tonąć w niebieskich oczach i zatapiać dłonie w jego brązowych włosach.
- Przepraszam, starałem się być jak najszybciej. To dla Ciebie – wyciągnął zza pleców małą, czerwoną różyczkę. Dziewczyna przyjęła prezent, jej uśmiech jeszcze się poszerzył. Jej szczęście powiększyło się stukrotnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz